BRANDUNGSCUP 2017 - relacja
- Created on Monday, 13 November 2017 13:29
Już po raz trzeci w zawodach surfcastingowych Brandungscup 2017 swoje kluby i stowarzyszenia reprezentowała spora grupa polskich wędkarzy plażowych. W 18 osobowej grupie znależli się przedstawiciele SKWM Pomuchel - Lębork SKW Tubis Pasłęk oraz Stowarzyszenia Surfcastingowego Bałtyk. Organizatorem tych zawodów jest nasz wielki przyjaciel Wolfgang Schoknecht i jego syn Jonas. Ale po kolei . Pierwsza 5cio osobowa grupa dociera do Kuhlungsborn już w środowe przedpołudnie. Wizyta w sklepie u Jonasa , drobne zakupy , załatwianie zezwoleń na wędkowanie w Niemczech i już meldujemy się w miejscu naszego zakwaterowania. Jak się pózniej okazuje cała Polska ekipa mieszka w jednym pensjonacie na przedmieściach Wittenbeck. W środowe popołudnie meldujemy się całą piątką na plaży w Kuhlungsborn.
Plaża jest dosłownie 20 metrów od głównego deptaku przy którym znajduje się cała masa przepięknych hoteli i pensjonatów. Swoją obecnością wywołujemy spore zainteresowanie wśród sporej grupy spacerujących turystów. Rybki zaczynają współpracę z nami już od pierwszych minut łowienia. Na zestawach meldują się pierwsze flądry. Są duże ale chude. Przypominają nasze kwietniowe . Większość wraca do wody. Z nastaniem zmierzchu brania fląder słabną . Około 17tej następuje dorszowa inwazja ! Brania dorszy jedno za drugim . Ale rybki nie powalają wielkością . Przeciętnie to ryby z rzędu 20 -33cm. Co któryś osiąga wymiar ochronny. Pod wieczór na plaży odwiedza nas druga polska grupa która wieczorem dojechała na miejsce zakwaterowania. Kończymy pierwszy trening . Kolacja i nocne rozmowy polaków . W czwartek koło południa dojeżdża reszta polskiej ekipy. Na drugi trening wybieramy inną plażę . To miejsce w którym dwa lata temu łowiliśmy na zawodach. Plaża bardziej kamienista , coś w rodzaju naszego Rozewia. Spory klif , w wodzie mnóstwo kamieni. Ryby zaczynają współpracę póżniej niż wczoraj. Pierwsze brania dopiero po 16tej. Z nastaniem ciemności więcej brań dorszowych. Tu jest mniej flądry . Dorsze tak jak dzień wcześniej małe około 30cm ale brań sporo . Jest zabawa. Udaje się wyholować trochę wymiarowych dorszy . Ale okupujemy to sporą ilością zerwanych zestawów. Ach te zaczepy !. Druga część grupy jedzie jeszcze dalej , tam gdzie łowili rok wcześniej .Wyniki mają podobne , sporo nie wymiarów ale jest fajnie . Czwartkowe wędkowanie kończymy dość szybko około 19tej. Powód ... mamy zaproszenie od Wolfganga na kolację do jego muzeum wędkarstwa. Wolfgang to prawdziwy pasjonata . Zbiera materiały związane z surfcastingiem i nie tylko oraz stary sprzęt od ponad 30lat !!! Muzeum robi ogromne wrażenie . Mnóstwo starego sprzętu , dyplomy , medale i wszystko co może być związane z wędkarstwem . Co starsi wędkarze rozpoznają sprzęt na który łowiło się przed kilkudziesięciu laty . Są tu między innymi Rexy i radzieckie kołowrotki Delfin (kurcze nim łowiłem moje pierwsze kutrowe dorsze ! ) Jest mnóstwo wędek bambusowych i szklaków , oraz cała reszta wędkarskiej historii . Łza się w oku kręci , to były czasy. Przepyszna kolacja przygotowana przez żonę Wolfganga dopełnia reszty . Długie rozmowy kończymy póżnym wieczorem. Piątkowa pogoda nie napawa optymizmem . Ma silnie wiać z zachodu i padać !. Postanawiamy połowić w dzień , ponieważ na wieczór zapowiadany jest Orkan Marcin . Dzienny 2 godzinny plażowy rekonesans skutkuje tylko jedną sporą flądrą . Po południu odwiedzamy sklep wędkarski w Bad Doberan oraz Irish Pub w celu zakosztowania w irlandzkim Guinnessie , wszak nie samym wędkarstwem człowiek żyje .... . Koledzy ze Stowarzyszenia Bałtyk nie dają za wygraną i postanawiają połowić w piątkowy wieczór . Dorsze biorą im jak oszalałe ale nasilający się coraz bardziej Orkan "Marcin " skutecznie utrudnia im przyjemność wędkowania. Sobotni dzień to już mobilizacja przed samymi zawodami .Odbieramy ze sklepu zamówione wcześniej robaki i udajemy się na miejsce otwarcia zawodów. W zawodach bierze udział 115 zawodników . Zapisujemy się na poszczególne sektory. (to taka inna forma niż u nas ) w każdym sektorze jest po kilku polaków . Następnie dany sektor jest rozlosowany do danej plaży . Mi i kilku moim kolegom przypada ten sam sektor co dwa lata temu czyli nasze "Rozewie". Łowiliśmy tu w czwartek , więc znamy to łowisko troszeczkę . Duże znaczenie ma szczęście w losowaniu stanowiska . Mam pecha bo trafiam na wypłycenie i przez 5 godzin walczę ze ogromnymi ilościami zielska które skutecznie zniechęcają mnie do łowienia . Nota bene mój niemiecki sąsiad oddalony ode mnie o jakieś 30-40metrów nie ma prawie w ogóle zielska ! Według regulaminu zaliczane jest tylko 5 wymiarowych dorszy (taki mają limit) a reszta gatunków bez limitu . Ci koledzy którzy dobrze wylosowali uzyskują ten dorszowy limit już po pierwszej godzinie łowienia !!! Reszta dorszy musi trafić z powrotem do wody . Kolega Rafał łowi w turze ponad 35 wymiarowych dorszy . O 20tej zakończenie łowienia i powrót do bazy zawodów . Tam czeka na nas obiad i ceremonia zakończenia zawodów. Wolfgang przeprowadza wszystko bardzo na luzie . Nie ma żadnego spinania . Jest licytacja sprzętu wędkarskiego który można nabyć już od kilku euro. Jest tez zorganizowana loteria Tele Tombola gdzie kupując los za 2 euro można wylosować różne rzeczy nie koniecznie związane z wędkarstwem . Są tu różne nagrody takie jak np. taczka budowlana, wina , dynie , słodycze , zestawy papieru toaletowego , płyny do spryskiwaczy , wędki , kołowrotki owoce cytrusowe i cała reszta . Jest mnóstwo śmiechu i o to chodzi . Po tym wszystkim następuje wyróżnienie zwycięzców zawodów . Warto tu wspomnieć że jak co roku polska ekipa startująca w tych zawodach funduje rzeżbę dorsza . Jest to nagroda za złowienie największej ryby przez zawodnika z Niemiec . Taka nasza tradycja bardzo mile odbierana przez niemieckich wędkarzy . Wygrywa tą rywalizację kolega z dorszem 66cm. Nasza polska ekipa tez nie żle połowiła i bardzo pozytywnie pokazała się na tych zawodach . Kolega Andrzej Wiczanowski zajmuje w klasyfikacji 5 miejsce . Andrzej Hrycyk jest 6. Konrad Wawrzyniak 11 a Mariusz Grucza 13. Rafał Pionk jest 16. Reasumując wyjazd na zawody bardzo udany , super atmosfera i towarzystwo . Bardzo mile spędzony czas . Widać że polski surfcasting ciągle podnosi swój poziom i już nie jesteś my tylko tłem dla niemieckich zawodników . Już muszą się z nami liczyć . Serdeczne podziękowania dla Wolfganga Schoknechta za super zawody , dla całej polskiej ekipy za udział . Dla reszty naszych surfcastingowych kolegów którzy w kraju trzymali za nas kciuki. Dzięki i do zobaczenia za rok w Kuhlungsborn na kolejnej edycji tych zawodów .
teks i foto: Leszek Sobota