Kolejna edycja Yuki Masters Barcelona 2019 już za nami.
Zawody, które w świecie wędkarstwa plażowego, uważane są za jedne z największych i najbardziej prestiżowych na świecie. Na pewno zawody, które z uwagi na swoją rangę i pozycję oraz Sponsora tytularnego - firmę Yuki - corocznie przyciągają najlepszych zawodników z Europy i świata. I tak było w tym roku. Na starcie tegorocznej edycji zawodów, stanęło 134 wędkarzy, czyli 67 par, bowiem zawody rozgrywane są w konwencji łowienia w parach. Wśród uczestników zawodów – po raz pierwszy w historii – byli także Polacy - w osobach zawodnika Kadry Sportowej PZW, Piotra Badełka oraz piszącego te słowa, trenera Kadry Sportowej PZW w Wędkarstwie plażowym, Andrzeja Jaworka.
Na starcie stanęli także drużyny z Hiszpanii, Portugalii, Anglii, Walii, Włoch, Niemiec, Francji, Tunezji, Holendrzy, Irlandii, Belgii oraz zawodnicy z Gibraltaru oraz Macedonii.
Pierwotnie z Piotrem mieliśmy zaplanowane łowienie w parze razem. Zwłaszcza, gdyby nie udało się znaleźć nikogo, kto zechciałby łowić z nami oddzielnie i podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem w łowieniu na tym właśnie łowisku. Na szczęście udało się znaleźć partnerów, w osobie naszego przyjaciela Stevena Masona oraz Ognena Poposki, który świetnie zna barcelońskie łowiska, bowiem na stale mieszka o kilkunastu lat w Barcelonie.
Tak więc – już przed samymi zawodami- patrzyliśmy dosyć pozytywnie na nasz udział i cały bagaż doświadczeń, który moglibyśmy wynieść, z tak cennego spotkania i łowienia ze Steven i Ognenem.
Treningi innych ekip na kilka dni przed zawodami, także zapowiadały się bardzo obiecująco, bowiem spokojny stan morza, pozwalał na kontrolowany połów ryb w strefie przybrzeżnej. Wędkarze łowili spore ilości pięknych Mulletów (ang. Mullet), a wyniki w ilości kilku lub kilkunastu dorodnych ryb, w czasie kilkugodzinnej sesji nie należały wcale do rzadkości.
Jak się później okazało, wyniki sesji treningowych, nie przełożyły się do końca na wyniki osiągnięte podczas dwóch dni zawodów, ale o tym za chwilę.
Do Barcelony dotarliśmy późno, w nocy w czwartek, 4 kwietnia. Nasz wcześniejszy przyjazd, miał na celu głównie organizację jednego treningu, bezpośrednio na dzień przed zawodami.
Jednakże, kilkugodzinny piątkowy trening na plażach Barcelony, nie był oszałamiający w kontekście ilości złowionych ryb.
Piotr, który łowił w towarzystwie Stevena i Ognena, złowił w przeciągu kilku godzin trzy ryby. Dwie Corby (ang. Corb) i jedną Derbio (ang. Derbio). Gdyby zostały złowione w trakcie oficjalnych zawodów, byłyby bardzo wysoko punktowane. Steve złowił jednego Mulleta, jeden w trakcie holu niestety się uwolnił. Ognen złowił też tylko jedną rybę- Derbio.
Stan morza był dosyć niespokojny, z falami dochodzącymi do około jednego metra. Od samego rana, przez chmury przebijało się coraz mocniej słońce, które po południu, zaczęło przypiekać całkiem mocno, jednak wiatr nie słabł, a nasilał się, co wróżyło rychłą zmianę pogody.
Na późne piątkowe popołudnie, organizatorzy zaplanowali oficjalną rejestrację, otwarcie zawodów, losowanie stanowisk oraz poczęstunek. Ceremonia otwarcia odbyła się w bliskiej okolicy - kilka minut pieszo od oficjalnego hotelu zawodów - na terenie bardzo dużego sklepu wędkarskiego (bardziej pasującym tu słowem byłoby market wędkarski, z uwagi na rozmiar sklepu).
Atmosfera spotkania była dosyć podniosła, a w powietrzu dało się odczuć dosyć duże ciśnienie i presję, w związku planowaną na kolejne dwa dni, sportową rywalizacją. Panował ogólny hałas, duże poruszenie i widać było, że każdy z uczestników, ma coś ważnego do przekazania.
Po oficjalnym otwarciu zawodów - przez samego Prezydenta firmy Yuki - zaczęła się część najbardziej emocjonująca, czyli losowanie stanowisk i sektorów. Po losowaniu, każda z par, mogła chociaż przez chwilę, poczuć się dosyć wyjątkowo (jak celebryta-????) i zająć oficjalne miejsce na tzw. „ściance”, w celu wykonania pamiątkowego zdjęcia. Nigdy wcześniej nie stałem na tzw. “ściance” w świetle fleszy, ale myślę, że z pewnością możemy to zaimplementować do naszych zawodów krajowych-???? Z pewnością będzie dużo śmiechu.
Piotr z Ongenem wylosowali kolejno na sobotę i niedzielę sektor-miejsce: B9 i A7. Natomiast ja ze Stevenem sektor-miejsce: A2 i C12. Zwłaszcza otwierające miejsce 2 w sektorze A w pobliżu ujścia rzeki, wyglądało bardzo obiecująco.
Po losowaniu zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek, czyli hiszpańskie małe, „co nieco”, po czym udaliśmy się do hotelu na nocne „dopieszczenie” zestawów. Kolejne kilka nocnych godzin, spędziliśmy w towarzystwie Ognena, który przekazał nam kilka bardzo cennych wskazówek oraz zaprezentował technikę budowy i zestawy wykorzystywane do połowu ryb na plażach Barcelony. Lekcja wyjątkowo cenna i pouczająca.
Generalnie, do łowienia stosuje się bardzo delikatne żyłki oraz zestawy typu 3 hook flapper (trzy troki boczne powyżej ciężarka) oraz zestawy typu 2 up 1 down (dwa troki boczne powyżej ciężarka i jeden poniżej).
Komponenty do budowy zestawów to: ”rig body” (fluorocarbon 20-30lb lub żyłka o odpowiadającej wytrzymałości), a troki boczne wykonane są obowiązkowo z fluorocarbonu o średnicy 0.18 do 0.25 mm. Zestawy cechuje duża różnorodność, w kwestii długości troków bocznych, które wahają się (nawet w ramach tego samego zestawu) w granicach 35-100 cm. Należy dodać, że wszystkie zestawy wykonane są w technice tzw. „glue rigs” – czyli technice klejenia, unikając jakichkolwiek elementów metalowych na przebiegu troków bocznych.
Haczyki z oczkami lub paletkami (według upodobania) – w zależności od numeracji określonego producenta w rozmiarze 5-8 maksymalnie do 10. My stosowaliśmy min. haczyki Yuki o symbolach YH-AX 78 o rozmiarach, 05, 06 i 08.
Do połowu, używa się bardzo cienkich żyłek o średnicy 0.12-0.18 mm, nawet w przypadku bardzo ciężkich warunków pogodowych i konieczności zastosowania większych ciężarków.
Większość z naszych wędkarzy zapyta się zapewne, po co tak delikatne zestawy i czy bynajmniej się nie plączą? A także, jak na tak delikaty zestaw, można wyholować kilkukilogramowe ryby (bo takie także się tu łowi), przy bardzo silnie falującym morzu i zastosowaniu ciężarków o gramaturze 180g i więcej?
Odpowiedź jest taka, iż owe zestawy w zasadzie się nie plączą (dopóki łowiący nie popełni jakiegoś błędu na brzegu), a zastosowanie bardzo cienkich żyłek, nie stanowi najmniejszego problemu. Oczywiście trzeba dostosować zawsze długość troków bocznych i grubość fluorocarbonu, do panujących warunków, ale stonowanie troków bocznych, nawet o długości jednego metra, w tych warunkach nie stanowiło większego problemu?
Osobiście mam wrażenie, że mimo wszystko nasi krajowi wędkarze plażowi, zdecydowanie przeszacowują niezbędną gramaturę ciężarków i średnicę żyłek i łowimy z zasady za ciężko. Może czas to zmienić? Oczywiście nie można tego odnieść, do wszystkich warunków pogodowych (w tym unoszących się w toni dużych ilości glonów w okresie letnim), ale myślę, że jest to wykonalne?
„Odchudzanie” zestawów, ma na celu cztery podstawowe zadania.
Bycie niewidocznym dla bardzo płochliwych ryb. Naturalna i niczym niezakłócona prezentacja przynęty. Dodatkowo, daje możliwość wykonania rzutu, na bardzo dużą odległość, przy dosyć silnym, wiejącym z południa (w twarz) wietrze. Na koniec, stawianie jak najmniejszego oporu wodzie morskiej, przy dużych uciągach prądów morskich, które nie należą tutaj do rzadkości, co zapobiega niekontrolowanemu przesuwaniu się zestawu, w obrębie stanowiska i plątaniu się zestawów.
Nasz sprzęt do łowienia to wędki Yuki Neox 911, Grauvell Z1 oraz Vertix Eclipse MT. Kołowrotki Shimano z nawiniętą na szpule przeźroczystą żyłką Yuki Invisible 3G o rozmiarze 0.18 mm oraz Yuki Kenta 0.14mm i 0.16mm.
Żyłki Yuki, są wyjątkowo mocne i zdaje się, niemające sobie równych obecnie na europejskim rynku wędkarskim. Dają wyjątkowo duży komfort i margines bezpieczeństwa oraz chronią przed zerwaniem w przypadku uszkodzenia albo przetarcia żyłki podczas łowienia.
Przypon strzałowy, z którego korzystałem po raz pierwszy, (z czego po łowieniu byłem bardzo zadowolony) to koniczny przypon Yuki Safu o zakresie średnicy 0.14-0.18 mm do 0.47 - 0.57 mm. Zwłaszcza przypon strzałowy 0.18-0.57 sprawdził się znakomicie. Wyjątkowo miękki oraz kilkukolorowy, co podczas zwijania żyłki na ostatnim 15 metrowym odcinku, daje pojęcie jak daleko od szczytówki wędziska znajduje się zestaw końcowy z ciężarkiem. Wyjątkowo pomocy patent, z którego z pewnością będę korzystał w tym sezonie.
Steve- w odróżnieniu ode mnie- stosował żyłki koniczne 0.16-0.18 mm vs 0.57 mm.
Jako przynęty organizatorzy zapewnili kilka rodzajów przynęt żywych: ragworm (2 rozmiary) oraz bardzo cienkie robaki przypominające długie glisty. W zielonym pudełku znalazły się tzw. Norte, w czerwonym pudełku tzw. Coreano, a w pozostałych były tzw. lombriz catalana i arenicola.
Sztuka zakładania przynęty na tak małe haczyki, to już inna historia, na temat której chyba napiszę zupełnie odrębną rozprawkę. Tak czy owak, nieprawidłowo założony robak, spada z haczyka jeszcze przed uderzeniem zestawu do wody. Oczywiście do zakładania robaków, niezbędne są specjalne to tego celu, dedykowane igły.
Punktacja, poławiane gatunki ryb, zasady pomiaru ryb oraz plaże, na których rozegrano zawody przedstawiają załączone ryciny.
Na koniec warto wspomnieć o tym, że organizatorzy zapewnili transport autokarem, każdorazowo do i z miejsca zawodów.
Sobota- pierwszy dzień rywalizacji
Jak się okazało- nie do końca wszystko było do przewidzenia?
Wiadomym jest, że organizatorzy nie mogli mieć kontroli nad zmianą warunków pogodowych. W piątkowo-sobotnią noc, nad Barceloną przeszedł silny front atmosferyczny, zerwał się wyjątkowo silny wiatr, który rozkołysał morze w tak dużym stopniu, że miało to zdecydowany wpływ na wyniki rywalizacji, w czasie całych zawodów.
Jadąc autobusem w sobotę rano i nasłuchując komentarzy zawodników z zagranicy oraz spoglądając zza szyby autokaru na wzburzone morze, wszyscy byli pewni obaw, czy da się łowić. Szczerze mówiąc, takie warunki nie były dla nas Polaków, czymś nienaturalnym. Po prostu bardzo mocno wiało, fale osiągały 2 metry wysokości, ale generalnie dało się łowić, bo nie było żadnych glonów (co na Bałtyku jest w sezonie letnim utrapieniem), roślin lub takiego ukształtowania dna morskiego, które w znaczący sposób utrudniałoby połów.
Jedynym utrudnieniem dla mnie, był bardzo silny wiatr, który w czasie bardzo silnych podmuchów, uniemożliwiał dorzucenie zestawów pod główną rewę, oddaloną od brzegu - w sektorze A - o około 120m.
Dla Stevena i dla mnie, sesja ta przeszła bez większego echa. W tak ciężkich warunkach, nie udało się niestety złowić ani jednej ryby i nie byliśmy wyjątkiem. W naszym sektorze A na 17 par rybę złowiło w sumie 8 par. W sumie 9 ryb. W innych sektorach kolejno: B 13 par i 21 ryb; C 14 par i 37 ryb oraz sektor D: 6 par i 8 ryb.
Nasza współpraca na stanowisku, działała bez zarzutu. Steve zajmował się” obróbką robactwa”, ja natomiast „machaniem” wędkami na tyle na „ile fabryka pozwalała” w danej chwili. Choć oczywiście szukaliśmy też ryb, w każdym innym osiągalnym miejscu naszego stanowiska, nie ograniczając się do żadnej ze stref.
W tzw. międzyczasie, zajmowałem się od czasu do czasu robótkami ręcznymi, w związku pomocą z rozplątywaniem zestawów naszych sąsiadów, którzy zdaje się byli słabo lub zupełnie nieprzygotowani do takich warunków pogodowych i chyba wynikiem braku ciężarków z kolcami, mieli dosyć duże trudności w utrzymaniu zestawów na dnie. Trudno przypuszczać, że przy tej pogodzie, była to celowana” taktyka”? Nie pomagały w tym dniu nawet piramidy o gramaturze 180g, a sprawdzały się głównie ciężarki z kolcami, o ciężarze 150g.
Uśmiechaliśmy się ze Stevenem pod nosem, bo łowienie naszych sąsiadów przypominało trochę łowienie na przepływankę. Denną przepływankę-???? I to bardzo szybką przepływankę, bowiem uciąg w tym dniu był wyjątkowo silny.
Na koniec tury, jedna z par łowiących obok nas, była na tyle zrezygnowana w wyniku braku kontroli nad zestawami, że przenieśli się z rzutami, w strefę kilku metrów od brzegu, w poszukiwaniu basów. Nieskutecznie, bowiem tutejsze morze nie obfituje niestety w duże ilości ryb tego gatunku (choć parę basów zostało złowionych w trakcie zawodów).
Mimo, iż nie udało się złowić żadnej ryby, wróciliśmy do hotelu w dobrych humorach, bowiem nie tylko to było dla nas dzisiaj najważniejsze.
Najważniejsze, że udało się spędzić ze sobą kilka godzin na plaży, gdzie wszystko grało jak w dobrze naoliwionym zegarku i nie popełniliśmy - w naszej ocenie- najmniejszego błędu. Po prostu wykonaliśmy swoja zadanie od A o Z, jak to stwierdził Steven.
A brak ryby? No cóż, trzeba się z tym czasami pogodzić i zaakceptować, bowiem takie jest wędkarstwo, a czas spędzony na plaży, jest na tyle bogatym doświadczeniem, że jest wartością dodana i samą w sobie.
Piotrowi z Ognenem udaje się złowić w czasie tury jedną rybę, Corbę, co pozwala zająć naszym kolegom, 13 miejsce w sektorze i 40 miejsce w klasyfikacji po pierwszym dniu, kilka pozycji przed nami (43 miejsce).
Należy także nadmienić, że organizatorzy zdecydowali się przesunąć wszystkie sektory, o około 2 km w prawo od rzeki, z uwagi na spore opady deszczu w nocy. Przesunięcie sektorów, miało na celu poprawić ilość brań.
Charakterystyczną cechą tutejszych plaż, jest prawie brak zaznaczonych pływów, co daje spory komfort łowienia, bez konieczności przemieszczania się z całym stanowiskiem.
Barcelońskie plaże są dosyć wąskie i średnia szerokość nie przekracza 100 metrów, a większości przypadków jest mniejsza. Piasek jest gruby, ciemny i dosyć brudny zostawiając na ubraniu szarą warstwę pyłu.
Pierwsza - mniejsza rewa - jest dosyć blisko brzegu i za nią zazwyczaj znajduje się głębsza, kilkudziesięciometrowa strefa, która dochodzi aż do głównej rewy, oddalonej od brzegu około 120 metrów- jednakowoż odległość ta, różniła się nieznacznie na różnych stanowiskach.
Dno charakteryzuje się z reguły miękkim piaskiem, zwłaszcza w okolicach rew, który „połykał” wręcz ciężarki, jednakowoż nie przeszkadzało to - zwłaszcza pierwszego dnia, żeby ciężarki bez kolców były przemieszczane przez uciąg, z prędkością sportowego bolidu.
Późnym popołudniem, udajemy się na obiad, który się przedłuża na tyle, że nie pozostało dużo czasu na modyfikację zestawów i przygotowanie do następnego dnia.
Ognen - nasz przewodnik w tym temacie – znika z uwagi na mecz Barcelony, ale jak się okazuje, nie zapomina o nas.
Rano czekają na mnie i na Stevena, misternie wykonane cztery cudeńka, które po przyjeździe z zawodów, umieściłem w moim domowym wędkarskim muzeum. Jestem pod wrażeniem ich wykonania, ale w sumie to nie powinno dziwić - bo Ognen studiujący medycynę - ma chyba dobre zadatki na chirurga plastycznego.
Ten fantastyczny młody dżentelmen, kipi pozytywną energia oraz chęcią szczerej pomocy. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem.
Niedziela - drugi dzień rywalizacji
Na niedzielę czekamy z dosyć dużą niecierpliwością i zarazem z nadzieją.
Z uwagi na mierne wyniki w sobotę, jest duża nadzieja, że z jedną lub dwoma dobrze punktowanymi rybami, będziemy w stanie podnieść się znacznie w klasyfikacji.
Humory poprawiają się nam po dotarciu na plażę.
Wiatr się odwrócił i w wieje do lądu (północ), pięknie świeci słońce, a morze zdecydowanie się uspokoiło. Zdecydowanie, to może za dużo powiedziane, ale dzisiaj sytuacja wygląda troszkę lepiej. Nie ma problemu, żeby przerzucić pierwszą rewę, ale wciąż morze dobrze „mieli” pomiędzy główną rewą a brzegiem.
W wodzie nadal jest dużo piasku, co jak się później okazało, było czynnikiem ograniczającym żerowanie ryb.
Ryb także nie było na stoku rewy, od strony otwartego morza, gdzie teoretycznie nie powinno być problemu z nadmiarem piasku?
Dodatkowo mamy przed sobą dużą wlewkę, więc naprawdę liczymy na dobry wynik.
Walczymy ze Stevenem dzielnie, ale niestety bez powodzenia. Tak samo jak nassie sąsiedzi- Hiszpanie i Anglicy.
Pod koniec tury jesteśmy lekko rozczarowani, ale cóż taki jest sport i nie dla nas dzisiaj honor i chwała. Także nie dla Ognena i Piotra, którzy także zerują turę, chociaż mieli kontakt z rybami. Niestety zostały w wodzie, w trakcie holu utrudnionego przez zalegające – z dnia poprzedniego - zerwane zestawy innych ekip.
Wyniki sektorowe przedstawiają się następująco: sektor A (w którym łowili Piotr i Ognen) - 6 ryb złapanych przez 5 ekip. Sektor B: 8 ryb złapanych przez 7 ekip. Sektor C (w którym łowiliśmy ze Stevenem): 13 ryb złapanych przez 9 ekip. Sektor D: 12 ryb na 6 par. Wyniki nie oszołamiają.
Dodatkowo okazuje się, że ekipy, które wyzerowały w dniu wczorajszym, znajdą się dziś w okolicy pudła. Takie to były dzisiaj przewrotne zawody.
Zwycięzcami zawodów została para zawodników z Portugalii i Anglii. Na drugim miejscu zameldowali się Francuzi, a na miejscu trzecim para Hiszpańska. Wyniki zawodów pod linkiem FB Yuki Competitions oraz strony Kadry Sportowej PZW.
Na 67 par rybę złowiło 51 par.
Piotr z Ognenem zajmują 51 pozycję. Ja ze Stevenem otwieramy listę pechowców bez ryby, wśród których jest min. Ben Price i Wayne Philips, a więc dobrze nam znane nazwiska. Są także Włosi, Hiszpanie, Francuzi, Portugalczycy, Tunezyjczycy…. Marne pocieszenie, ale zawsze jakieś-???? Zwłaszcza słabo sobie poradzili Włosi- trzy pary bez ryby.
Tak czy owak wydaje się, że tegoroczna edycją rządził niestety łut szczęścia i pogoda. No cóż, pozostaje odwrócić tę tendencję i powetować sobie w przyszłorocznej edycji?
Zakończenie tegorocznej edycji Yuki Masters odbyło się w hotelu, po oficjalnym lunchu. Zakończenie bardzo mi się podobało- zwłaszcza jego multimedialna oprawa i sprawność jego przeprowadzenia.
Po oficjalnym zakończeniu, była okazja do wymiany doświadczeń, spostrzeżeń i nawiązanie nowych znajomości na tzw. „after party” w hotelowym barze. Wieczorem, po spakowaniu całego sprzętu, „skonani” zapadamy w błogi sen, aby odespać kilka ostatnich dni.
Rano wracamy do kraju.
Wracamy z bagażem nowych doświadczeń, znajomości, z uśmiechem na twarzy i myślę, że mimo wszystko będziemy wspominać te edycję Yuki Masters 2019 z pewnym sentymentem. Jako pierwszą dla Polski, wyjątkowo ciężką, ale jednocześnie jakże ważną dla naszego wędkarstwa plażowego?
Otwieramy już kolejne drzwi, po nowe doświadczenia polskiego surfcastingu, które mam nadzieje będą procentować w przyszłości. Doświadczenia, którymi będziemy się dzielić z naszymi kolegami nad Bałtykiem tak, aby zrobić kolejny krok dla rozwoju tej fantastycznej dyscypliny wędkarstwa w Polsce.
Na koniec tego eseju (mam nadzieję, że nie przydługiego i nudnego?) chciałbym serdecznie podziękować Stevenowi, Ognenowi oraz Piotrowi za wyśmienite towarzystwo i pozytywne emocje, a mojej małżonce i małżonce Stevena, które towarzyszyły nam na miejscu trzymając kciuki - za cierpliwość. Zwłaszcza mojej żonie, za wyrozumiałość w tym „wariactwie plażowym”.
Marcinowi dziękuję, za przekazywanie i dokumentowanie całego wydarzenia na stronie FB Kadry sportowej PZW, na którą wszystkich czytających serdecznie zapraszam, po więcej zdjęć i detali. Dobra robota!!!
https://www.facebook.com/Kadra-PZW-Surfcasting-211885895914126/
P.S>
Dzisiaj jest parę dni po zawodach, a mnie nadaj wszystko boli, więc chyba naprawdę dostałem w kość. A może to jakaś „gorączka Barcelony” trudno powiedzieć? -????
Tak czy owak, takiego bólu do szpiku kości, życzę każdemu w tym sezonie. Pozytywnego oczywiście. Przed nam i- mam nadzieję - nowe tegoroczne wyzwania i super emocje!
Pozdrawiam
Piszący te słowa
Treneiro
czyli entrenador del equipo deportivo
jaw.esox© (znak towarowy zastrzeżony-????
11-04-2019
Zarząd Sportowego Klubu Wędkarskiego „BELONA” organizuje w dniu 27.04.2019 otwarte towarzyskie zawody surfcastingowe jednoturowe .
Zarząd Sportowego Klubu Wędkarstwa Morskiego POMUCHEL Lębork organizuje w dniu 13.04.2019 otwarte towarzyskie zawody surfcastingowe jednoturowe o Puchar Burmistrza Łeby. Zawody odbędą się na plaży wschodniej w Łebie na wysokości ośrodka „Zdrowotel .
Miło nam poinformować, że członkowie klubu wędkarskiego Tubis, w osobie Trenera Kadry PZW Surfcasting - Andrzeja Jaworka oraz zawodnika Kadry PZW - Piotra Badełka, jako jedyni polscy reprezentatnci wezmą udział w jednych z najbardziej znanych i prestiżowych europejskich zawodów wędkarskich Yuki Masters 2019, rozgrywanych na hiszpańskich plażach Barcelony. 
