Polish English German Russian

Artykuły

Mistrzostwa Świata w wędkarstwie plażowym, Conwy Wales 2018 okiem zawodnika Kadry- czyli czas najwyższy na podsumowanie, analizę oraz wnioski

kadra MS walia2019Czas szybko (za szybko) mija i chyba już najwyższy czas na to, aby podzielić się ze społecznością wędkarską swoimi spostrzeżeniami. Koniec 2018 roku, jest dodatkowym motywatorem, żeby zamknąć za sobą kolejne już drzwi i otworzyć nowe wyzwania w nadchodzącym 2019 roku. Emocji- zwłaszcza tych pozytywnych w 2018 roku nie brakowało- i mieliśmy to szczęście (zwłaszcza niektórzy z nas) oraz zaszczyt, że po raz kolejny reprezentowaliśmy nasz kraj w Mistrzostwach Świata. Tym razem w przepięknej Walii.

Zainteresowanych relacją z poprzednich MŚ – którzy nie mieli okazji wcześniej się zapoznać z materiałem - odsyłam do poniższego linka http://www.surfcasting.pl/zawody-relacje/362-relacja-mistrzostwa-%C5%9Bwiata-w-w%C4%99dkarstwie-pla%C5%BCowym,-wexford-12-19-listopad-2016.html tak, aby „wyrobić” w sobie pełny obraz sytuacyjny sportu plażowego w Polsce i jego miejsce na świecie, wczoraj i dziś. A także powrócić na chwilę do tamtego pobytu, bowiem z wiadomych przyczyn, trudno będzie uniknąć porównań z Irlandią z 2016 roku.

Dla nas najważniejszym wydaje się pytanie, czy w przeciągu tych dwóch lat, zrobiliśmy jakiś postęp, a jeżeli tak to, jaki? Patrząc na wyniki indywidualne i zespołowe zakończonych MŚ, pytanie to nasuwa się automatycznie.

Mam nadzieję, że poniższa garść informacji i analiza, przyniesie odpowiedź na postawione pytanie i pozwoli realnie spojrzeć na miejsce naszego sportu w świecie. Także odpowie na pytanie, co należy zrobić, aby dalej się rozwijać i osiągać satysfakcjonujące nas wszystkich wyniki.

Sport jaki jest każdy wie. Tym bardziej każdy, kto kiedykolwiek uczestniczył w sportowej rywalizacji. Często nieprzewidywalny, zaskakujący i niejednokrotnie bolesny czy też niesprawiedliwy. Lata wyrzeczeń, treningów, potrafi być czasami zniweczone przez niezawiniony błąd, nie wspominając o krzywdzących decyzjach sędziowskich. Wtedy najtrudniej jest pogodzić się z porażką. Ile razy byliśmy świadkami takich sytuacji w świecie sportowym?

Na koniec- oprócz relacji i analizy- pozwolę sobie między wierszami na podanie paru przydatnych i informacji, które – mam nadzieję- będą zarazem interesujące jak i inspirujące?

A teraz od początku, czyli o pięknie Walijskich „okoliczności przyrody”

Na wstępie, pozwolę sobie nie rozwodzić się zbyt długo, nad pięknem Walijskiej ziemi i gościnnością gospodarzy. Każdy kto tam nie był, musi tam po prostu pojechać, a zainteresowanych odsyłam na stronę FB Kadry, w celu zapoznania się z dokumentacją fotograficzną. https://www.facebook.com/Kadra-PZW-Surfcasting-211885895914126/?ref=br_rs

Wyjątkowo łagodny klimat, piękność krajobrazów, wszechobecna zieleń, robi naprawdę piorunujące wrażenie. Dodając do tego idealne wręcz warunki do uprawiania naszego sportu, czyni z Walii istny Eden.

Z uwagi na „program oszczędnościowy” i z uwagi na liczbę osób, która została zaangażowana w nasz wyjazd, zdecydowaliśmy się na wynajęcie staroangielskiego domu, który – jak się okazało- stworzył idealne warunki do pobytu tak dużej grupy. Także pod względem ceny, był to strzał w przysłowiową dziesiątkę, w porównaniu do pobytu w hotelu.                                                                  

Dom położony jest w przepięknych okolicznościach przyrody, wśród walijskich - wiecznie zielonych i z wiecznie wypasającymi się owcami – wzgórz, w okolicach miejscowości Conwy. Zaledwie kilka do kilkunastu mil do większości plaż, na których rozegrano tegoroczne mistrzostwa świata.

Przygotowania

Wyciągnąwszy wnioski z naszego pobytu w Irlandii, zaplanowaliśmy o wiele dłuższy,                                    bo dwutygodniowy pobyt w Walii. Głównie, z uwagi na możliwość przeprowadzenia kilku dni treningów, na nieznanych nam wcześniej łowiskach.

Nasz plan zakładał (przed przyjazdem), zebranie pełnej wiedzy teoretycznej o specyfice łowisk, poławianych gatunkach, stosowanych zestawach, przynętach oraz zorganizowanie kilku sesji treningowych, z lokalnymi wędkarzami lub też osobami, które miały okazję łowić w tych okolicach wcześniej.

Cały okres przygotowań – obejmujący przygotowanie logistyczne oraz sprzętowe- zajął nam niemalże osiem miesięcy.

Pełna wiedzę teoretyczną, udało się zebrać już kilka miesięcy przed zawodami. W zebraniu materiału pomógł nasz przyjaciel Steve, który skontaktował mnie, z jednym z najbardziej znanych znawców walijskich wód.      

Tak więc, nie pozostało nam nic innego, jak wprowadzić otrzymaną teorię w czyn.

Jak wiadomo, z teorii do praktyki jest bardzo długa droga. Z przekazaniem wiedzy praktycznej, nie jest tak łatwo i nikt chętnie nią się nie dzieli. Mimo uzgodnień z osobami, które były zainteresowane pomocą                        i organizacją treningu przed MŚ, część z nich wycofała się ze swoich obietnic bezpośrednio przed.

Mając w zanadrzu plan awaryjny, udało się zorganizować wspólną sesję treningową z mistrzem świata (MŚ par’18)- Benem Pricem. Ben podzielił się chętnie swoją wiedzą. Otrzymaliśmy od niego przykładowe, własnoręcznie wykonane zestawy, które rekomendował do połowu. Słowem pełny profesjonalizm, życzliwość i prawdziwa chęć pomocy.

Pozostałe dni treningowe, spędziliśmy pod okiem naszych trenerów: Jerzego- I trenera oraz II trenera naszego zespołu - Steva Masona.

Obecność Steva to była wartość sama w sobie. Steve ma ogromną wiedzę wędkarską, popartą praktycznymi umiejętnościami, a także wcześniejszym kilkakrotnym pobytem na walijskich łowiskach.                                                                        Dzielił się na co dzień swoją wiedzą praktyczną i teoretyczną. Nie odstąpił nas na krok w czasie treningów i zawodów. Pomagał w najdrobniejszych szczegółach, kręcił zestawy. Był bardzo wnikliwym obserwatorem i naciskał, do jeszcze większego wysiłku. Trudno opisać jak dużą rolę odegrał, a także jak dużo wszyscy nauczyliśmy się od Steva, przez te dwa tygodnie.

Nie trzeba nikomu uświadamiać, że właśnie treningi, dały nam pełną bazę, przygotowanie praktyczne                  i taktyczne do planowanych zawodów.

Teraz trochę o specyfice łowisk i treningach

Każdy z dni treningowych przeprowadziliśmy na innej plaży tak, aby każdy zetknął się chociaż jeden raz z łowiskiem, na którym zostaną rozegrane MŚ.                                                                                                                   Każda z plaż cechowała się inna specyfiką, więc od każdego z nas wymagała pełnej wszechstronności                      i umiejętności adoptowania się do zmieniających się warunków połowu, a także warunków pogodowych, które odegrały niemałą rolę w trakcie trwania mistrzostw.

Penmaenmawr

Nasze treningi zaczęliśmy od przepięknej i płytkiej plaży Penmaenmawr https://wsac2018.com/locations/penmaenmawr.

Aby złowić rybę na szczycie odpływu, zestawy trzeba było posyłać na odległość, co najmniej 150 m.                         W warunkach bezwietrznych, jest to do osiągnięcia. W warunkach silnego wiatru, zwykły rzut zza pleców, może po prostu nie wystarczyć.

W związku z tym, że na zawodach połów zaczynaliśmy na jedną do dwóch godzin przed szczytem odpływu, warunkiem zajęcia dobrego miejsca w sektorze, było złowienie ryb lub ryby, w czasie pierwszych dwóch godzin tury. W miarę przypływu ryba podchodziła bliżej brzegu i teoretycznie było łatwiej ją złowić, ale jeżeli nie wyrobiło się przewagi z początkowej części tury, później było ją bardzo ciężko odrobić. Tak więc generalnie trzeba było być systematycznym i powtarzalnym i najlepiej łowić ryby nieprzerwanie w czasie każdej z czterech godzin.

Jak okazało się w trakcie zawodów, plaża ta była wyjątkowo chimeryczna i wrażliwa na zmiany pogody,                   w tym zmiany prądów morskich. W czasie czterech dni zawodów były dni, że połowy były bardzo słabe            i złowienie jednej lub dwóch ryb było wyczynem. Były też dni, że kobiety – które nie mają takiego zasięgu rzutu jak mężczyźni- łowiły kilkadziesiąt ryb w jednej sesji.

Przeważające gatunki ryb poławianych o tej porze roku to witlinki (z ang. whiting) i „dogi” (z ang. dogfish).

Colwyn Bay

Drugi dzień naszych treningów – znowu przy pięknej słonecznej pogodzie- to plaża Colwyn Bay https://wsac2018.com/locations/colwyn-bay-rhos-on-sea. Plaża o zupełnie innej specyfice. Głębsza,            ze zdecydowanie mniejszym skokiem fali przypływów. Poprzedzielana rzędami podłużnych kamiennych opasek, a jednocześnie, plaża najmniej wrażliwa na zmiany pogody. Połów zaczynamy wieczorem na fali przypływu.

Muszę przyznać, że to, czego doświadczyliśmy w czasie kilkugodzinnej sesji treningowej, powinno chyba przejść do annałów polskiego „surfcastingu na obczyźnie”. Ilość ryb, którą udało nam się złowić w tak krótkim czasie, była tak ogromna, różnorodność gatunkowa tak wielka, że trudno to opisać słowami. Myślę, że niejednokrotnie niektórzy wędkarze plażowi, nie łowią w Polsce w przeciągu kilku miesięcy            (a może i roku) tyle ryb, ile każdy z nas złowił w czasie tej jednej sesji! Osobiście mam wrażenie,                         że wszystkie walijskie ryby uwzięły się na nas dzisiaj, żeby nie dać nam chwili oddechu.

Ryby w czasie sesji biorą jak opętane, a my testujemy różne zestawy, rozwiązania, kompilacje przynęt, które będą obowiązywały w czasie mistrzostw: mrożona makrela, tubis (ang. sandeel) oraz mrożony black lug. Organizatorzy (jak się okazało) nie zdecydowali się bowiem, na żadną z żywych przynęt i podstawę    do połowów- w czasie mistrzostw świata - będą stanowić tylko przynęty mrożone.

Abergele Pensarn

Dzień trzeci treningów, to plaża Abergele Pensarn https://wsac2018.com/locations/abergele-pensarn . Bardzo trudna technicznie plaża, z niewielkimi płytkimi kamiennymi opaskami.                                                Długość fali przypływu, to co najmniej dwieście metrów.

Woda podczas fali przypływu wlewa się z każdej strony – z boku oraz od tyłu. Słowem ciężka orka- silny wiatr, bardzo duża fala i ciągła konieczność cofania się ze sprzętem. Przy tym bardzo mało ryb i bardzo silny północno-zachodni wiatr. Słowem warunki do połowu bardzo ciężkie.

W czasie sesji łowimy nielicznie witlinki, pojedyncze flądry oraz kilka bardzo niebezpiecznych ryb z kolcami (ang. weaver), których ukłucie może grozić poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Wyniki nie były oszałamiające, ale z treningu wracamy na tarczy, bo każdy poradził sobie w tych ciężkich warunkach.          Jak się okazało za kilka dni, plaża będzie miejscem oficjalnego treningu przed mistrzostwami.

Penmaenmawr raz jeszcze

Czwartego dnia dzień wracamy na Penmaenmawr. W planach mieliśmy wizytę na Llandudno North Shore https://wsac2018.com/locations/llandudno-north-shore najgłębszą kamienistą plażę mistrzostw, usytułowaną w centrum Llandudno, ale z uwagi na ilość osób trenujących na North Shore, postanawiamy potrenować na fali przypływu na Penmaenmawr. North Shore cieszy się największą popularnością, bowiem jest położona naprzeciwko hotelu, więc wszyscy bezpośrednio z baru hotelowego – wzmocnieni pokładami walijskiego chmielu- mogą udać się na przestrzał (pokonując tylko ulicę i deptak), prosto na kamienistą plażę, oddaloną o jakieś osiemdziesiąt metrów od drzwi hotelowych.

Ciekawostką jest to, że w lobby hotelowym, nikogo nie dziwi widok „gościa” w kaloszach albo spodnio- butach. Wśród takich „odszczepieńców” z ogorzałymi twarzami, wieczorami przechadzają się Panie w eleganckich sukniach wieczorowych. Nic nikomu nie przeszkadza i wszyscy odnoszą się do siebie                        z życzliwością i pełni zrozumienia.

Plaża North Shore, właściwie nie stanowi wielkiej zagadki, bo wydaje się najlepiej „rozpracowana” z uwagi na fakt, iż większość zespołów, właśnie tu, spędza czas na treningach. Plaża jest bardzo ciężka technicznie, bowiem dno pokrywają połacie kamieni, które skutecznie utrudniają wyholowanie ryby.

Wracając do Penmaenmawr.

Po przybyciu na plażę okazuje się, że trudno było znaleźć miejsce do połowu, ale szczęśliwie udało się wcisnąć obok ekipy Włochów. Trening przebiega owocnie i wracamy zadowoleni do bazy. Łowimy spore ilości witlinków i kilka „dogów”. Jak na wyniki osiągnięte w ciągu dnia, wygląda to całkiem nieźle.

Tak więc po czterech dniach treningów, mamy pełen przegląd sytuacyjny, a także nakreśloną strategię, wliczając praktyczną znajomość plaż. Czyli mamy wszystko to, czego brakowało nam w Irlandii.

W czasie każdego treningu - a także po - wymieniamy doświadczenia, dzielimy się spostrzeżeniami ze sztabem trenerskim. Słowem - dużo rozmawiamy i widać, że cały zespół to dobrze działający kolektyw. Zespół jedenastu ludzi - z których tylko pięciu łowi- a każdy wie co ma robić.

Każdy dzień treningów to wieczorne rozmowy, podsumowania oraz wskazówki. Pobudki, skoro świt i kręcenie zestawów - których jak się okazało w trakcie trwania mistrzostw- nigdy za wiele.

Ceremonia otwarcia

Ceremonię otwarcia mistrzostw zaplanowano na sobotę, 20 października.                                                        

Nie obyło się bez walijskich akcentów historycznych, w pięknej scenerii zamku w Conwy. Był przemarsz      z flagami przez miasteczko, wspólnie odśpiewany polski hymn. Przemówienia oficjeli, wspólne zdjęcia. Słowem atmosfera wielkiego sportowego święta.

Całości dopełniło wieczorne spotkanie przy stole biesiadnym, z akcentami historycznymi przy rytmach muzyki walijskiej. Organizatorzy przygotowali sporo niespodzianek, więc nie obyło się bez aktywnego uczestnictwa w zabawach integracyjnych.

My jako zespół, prezentowaliśmy się bardzo elegancko: ubrani w specjalnie na tę okazję przygotowane koszule oraz spodnie tak, aby godnie reprezentować nasz kraj.

Szczególnym akcentem dla nas Polaków, było wspólne odśpiewanie mazurka Dąbrowskiego, które dla nas było bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem tego dnia.

Oficjalny trening

W niedzielę 21 października, zaplanowano oficjalny dzień treningowy na plaży Abergele Pensarn. Tylko ta plaża dała możliwość pomieszczenia wszystkich zawodników w jednej lokalizacji i był to zdaje się główny powód, decydujący o wyborze tejże plaży przez organizatorów.

Łowienie zaplanowano w godzinach 17:30 do 21:30. Już przed startem wiemy, że będzie ciężko,                      bo łowiliśmy na tej plaży już wcześniej, ale naszym celem nie było „wypruwanie sobie dzisiaj flaków”.                 W czasie sesji każdy miał dograć wszystkie szczegóły sprzętu, organizacji stanowiska, zmiany zestawów, przygotowania przynęt tak, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik na dzień jutrzejszy.

Jak się okazało trening wypadł całkiem nieźle, bo jako zespół zostaliśmy sklasyfikowani na czternastej pozycji, na 18 startujących ekip, zostawiając z tyłu min. Włochów, Holendrów oraz Chorwatów.                       W odróżnieniu od Irlandii, trening został potraktowany przez większość ekip bardzo poważnie i nie było widać braku zaangażowania, czy też stosowania taktyki, mającej na celu zmylenie przeciwników. Z rybą - co pokazał nasz wcześniejszy trening- było dosyć ciężko i pod względem atrakcyjności plaża Abergele, na pewno nie zachwyciła.

W klasyfikacji indywidualnej, najlepiej w naszej drużynie wypada Bartek Hempel, który łowiąc cztery ryby zajmuje czwarte miejsce w sektorze i 20 miejsce w klasyfikacji indywidualnej. Miejsca pozostałych zawodników w kolejności klasyfikacji generalnej: Andrzej Jaworek (piszący te słowa) 44 miejsce, 3 ryby i 9 miejsce sektorowe. Na 59 miejscu zostaje sklasyfikowany Piotr Badełek, który złowił jedną rybę i zajął 12 miejsce sektorowe. Tuż za Piotrem, na 61 miejscu zostaje sklasyfikowany Marcin Kulczyk, który łowiąc 3 ryby, zostaje sklasyfikowany na 13 miejscu sektorowym. Na miejscu 84 „ląduje” Piotr Pietrzyk, który nie łowiąc żadnej ryby, wyzerował swój sektor i zajął ostatnie miejsce w sektorze.

Dzień pierwszy (poniedziałek, 22 październik 2018)

W poniedziałek od rana emocje sięgają zenitu, bo dzisiaj pierwszy dzień oficjalnej rywalizacji. Łowienie zaplanowano dzisiaj od godz. 15.00 do 19.00. Tak jak każdego następnego dnia, łowimy na szczycie odpływu (1-2 godziny), a potem wody zaczyna przybierać podczas klasycznego przypływu.

Po ogłoszeniu rezultatów po pierwszej turze, nie ukrywamy radości. Wynik naszego zespołu, który został sklasyfikowany na jedenastej pozycji, został uznany niejako za sensację. Zostawiliśmy w tyłu takie potęgi jak Anglia, Irlandia czy Francja. Widać, że zastosowana taktyka i wszystko to, co robiliśmy dotychczas,          w pełni się sprawdziło. Pozostaje tylko realizować wcześniejsze założenia i korygować je w zależności          od potrzeb.

W klasyfikacji indywidualnej najlepiej poradził sobie Bartek, który łowiąc zaledwie 8 ryb, zajął 6 miejsce sektorowe i 29 w klasyfikacji generalnej. Tuż za Bartkiem- na 31 pozycji- został sklasyfikowany Piotr Badełek, który łapiąc (uwaga!!) 25 ryb, zajął 7 miejsce w sektorze. Ja zostaję sklasyfikowany na 37 miejscu łapiąc 22 ryby i zajmując 8 miejsce w sektorze. Marcin zostaje sklasyfikowany na 60 miejscu, zajmując 12 miejsce w sektorze i łowiąc 4 ryby. Piotr został sklasyfikowany na 89 miejscu zajmując ostatnie miejsce w sektorze łowiąc tylko jedną rybę.

Po pierwszym dniu rywalizacji, nie popadamy oczywiście w euforię i przeprowadzamy dogłębną analizę. Czarno na białym widać, że plaże są dosyć nierówne. Okazuje się, że łowiąc kilka ryb można zająć bardzo dobre miejsce sektorowe. Z kolei na Colwyn Bay, dwucyfrowa ilość złowionych ryb, nie do końca przekłada się na wynik sektorowy.

Wszystko za winą „specyficznej” punktacji, która faworyzuje pewne gatunki ryb takie jak min.„dog”, raya, huss czy inne. Najmniej punktowane są najliczniej występujące witlinki i kluczem do sukcesu wydaje się umiejętność złowienia wyżej punktowanej ryby, głównie takiej jak „dog”. Tak więc z jednej strony taktyka może opierać się na próbie złowienia tylko dwóch, trzech dogów” i „załatwienia” – przy odrobinie szczęścia- miejsca sektorowego lub odmienna taktyka, polegająca na łowieniu witlinków i – w określonym czasie przypływu\odpływu - umiejętne dołowienie „dogów”.

Czy punktowanie ryb w ten sposób jest sprawiedliwe? Na pewno jest takie same dla wszystkich, natomiast w mojej ocenie, premiuje bardziej szczęście niż faktyczne – do końca- umiejętności wędkarskie.                    Dla przykładu- za złowienie rekinka- zwanego huss- premiowano za ok. 500 pkt. Dla porównana witlinek 15 cm to jeden punkt. „Dog” bez względu na wymiar, to od razu 70 punktów. Więc nie premiuje się osób, które łowią dużo i szybko a tych, którzy łapią lepiej punktowane ryby. Czy też mają więcej szczęścia              lub opracowaną metodę i umiejętności połowu określonego gatunku ryb, w określonym czasie i fazie przypływu (nie do końca przewidywalne?).

Myślę, że każdy ze startujących zawodników, był przygotowany na te dwa scenariusze, w zależności            od tego jak rozpoczął turę zawodów. Jeżeli miał szczęście i złowił jednego lub dwa „dogi” na początku– tura była niejako z góry ustawiona.

O tym, że o wszystkim – oprócz taktyki - decydowało trochę szczęścia, niech posłuży przykład Anglików      z pierwszej tury. Błąd w taktyce? (nastawienie się tylko na witlinki) lub brak szczęścia spowodował,               że Anglicy stracili szanse (jako jeden z głównych pretendentów) na tytuł mistrzowski. Anglicy swą taktykę oparli głównie na łowieniu witlinków, zdając sobie sprawę z tego, że łowienie „dogów” zawsze obarczone jest większym ryzykiem. Po pierwszym dniu okazało się, że złowili dużo witlinków, ale za mało „dogów,” co spowodowało, że wypadli słabo. Jak można zająć 16 miejsce sektorowe łowiąc 29 ryb?? Jak się okazało….można…..łowiąc niemal najwięcej ryb w sektorze. Przekonał się o tym jeden z Anglików.            Aby zlikwidować różnicę punktową po złowieniu jednego „doga”, trzeba było złowić co najmniej 15-20 miarowych, ponad 15 centymetrowych witlinków. A i to niejednokrotnie mogło nie wystarczyć. I nie była to wcale taka łatwa sztuka. Oczywiście większe witlinki były punktowane lepiej, ale ryby powyżej trzydziestu centymetrów, nie stanowiły liczebnie zbyt dużej grupy.

Czy ten system punktacji jest sprawiedliwy?

W czasie trzech tur zawodów miałem przyjemność i zaszczyt mieć za plecami na moim stanowisku Steva. Lekcje wędkarskie, które otrzymałem od Steva, były nieocenione. Mimo, że nie każdy lubi, gdy ma za plecami drugą osobę (tym bardziej na MŚ), która patrzy na ręce i naciska do zwiększenia tempa czy zwiększenia wysiłku, który i tak był maksymalny.              

Taktyka, którą nakreślił dla całej drużyny sztab trenerski zakładała szukanie ryby na szczycie odpływu na długich dystansach. Potrzebna więc była dobra technika rzutowa. Długimi rzutami szukaliśmy zmian ukształtowania dna, które gwarantowałoby obecność ryb- głownie witlinków i „dogów”.

W czasie pierwszego dnia rywalizacji, na plaży Colwyn Bay, łowienie rozpocząłem od złowienia czterech witlinków i jednego „doga”. Po czym dołowiłem 14 witlinków i drugiego „doga” na sam koniec tury.              W sumie mogłoby się wydawać, że 22 ryby w tym dwa „dogi” powinno być wynikiem w miarę solidnym?      A jednak wystarczyło „dopiero” na ósme miejsce w sektorze.                                                                                                                        

Jak się okazało po analizie wyników, nie witlinki a „dogi”, zadecydowały w głównej mierze o klasyfikacji zawodników, bowiem bardzo duża liczba witlinków, nie gwarantowała wcale dobrego miejsca. Okazuje się, że złowienie trzech, a najlepiej czterech „dogów” jest kluczem do sukcesu.

Na pozostałych plażach (Penmaenmawr), na których łowili pozostali członkowie naszej ekipy - sytuacja        z rybami wyglądała trochę inaczej. Sukcesem było złowienie jednego „doga”, a dołowienie kilku witlinków gwarantowało bardzo dobre miejsce w sektorze, o czym przekonał się Bartek, który łowiąc zaledwie 8 ryb zdobył 6 miejsce w sektorze B.

W przypadku małej ilości ryb na łowisku, trudno mówić o selektywnym łowieniu ryb, a – w mojej ocenie -raczej      o innych aspektach. Marcin nie miał z kolei szczęścia i nie łapiąc „doga” nie mógł automatycznie zająć wysokiego miejsca w sektorze A. Ale jak to w wędkarstwie bywa, karta lubi się odwrócić o czym w dalszej części relacji. Piotr P z kolei złowił tylko jednego witlinka i zajął 18 miejsce w sektorze C.

Dzień drugi (wtorek - 23 październik 2018)

W drugi dzień rywalizacji, łowienie zaplanowano w godzinach 15:30 -19:30. Ja razem z Piotrem B, udajemy się znowu na Colwyn Bay. Reszta naszej ekipy na wymagające North Shore.                                                                        Rywalizacji na North Shore jesteśmy najbardziej ciekawi, z uwagi na obfitość ryb tam łowionych w czasie treningów, głębokość i specyfikę plaży oraz kamieniste dno.

Po ogłoszeniu wyników drugiej tury, zespołowo zajmujemy 16 miejsce, więc generalnie powodów do entuzjazmu nie ma. Wyniki indywidualne przedstawiają się następująco: Bartek – 35 miejsce, 7 w sektorze i 9 ryb; ja 62 miejsce, 13 w sektorze i 25 ryb; Marcin – miejsce 68, 14 miejsce w sektorze i 6 ryb; Piotr B- 81 miejsce, 17 miejsce w sektorze, 18 ryb; Piotr P – 89 miejsce, 18 miejsce w sektorze i brak złowionej ryby.

Okazało się, że plaża North Shore nie była niestety łaskawa. Łowienie na plaży przypominało raczej walkę o przeżycie- i nie tylko w kontekście naszej drużyny- ale i innych ekip. Po 4 godzinnej turze można było wrócić swobodnie bez 90% zestawów z pudełek i większości ciężarków (20-30). Plaża była na tyle wymagająca i nieprzewidywalna w czasie przypływu, że zrywanie zestawu co 10 minut, nie należało wcale do rzadkości. Straty w sprzęcie, po czterogodzinnej sesji były nie do opisania. Istny Armagedon.

W przebiegu mistrzostw, plaża nie okazała się wcale nad wyraz atrakcyjna- najprawdopodobniej wynikiem nadmiernych połowów w okresie kilku tygodni poprzedzających imprezę - oraz bardzo dużej presji wędkarskiej.

Na Colwyn Bay, na której znowu łowiłem z Piotrem warunki były zgoła odmienne. Tu ryb było znacznie więcej. Jednakże- tak jak w moim przypadku - złowienie 25 ryb w tym 2 „dogów” okazało się                              niewystarczające, żeby zająć miejsce w pierwszej dziesiątce sektorowej. Łowię tyle samo ryb, co zwycięzca tury i plasuję się dopiero…. na 13 miejscu w sektorze. Tylko dwie osoby łowią więcej ryb ode mnie, a Irlandczyk, który łowił po mojej prawej stronie z 28 rybami ląduje na jedenastym miejscu sektorowym. Walijczyk, który łapie po mojej lewej stronie (w sumie miałem doborowe towarzystwo) łowi – tak jak ja- 25 ryb, ale o jednego „doga” więcej ode mnie i ląduje na dziewiątym miejscu sektorowym.      W sumie- zarówno w przypadku Irlandczyka i Walijczyka - szału w klasyfikacji nie było - a trudno przypuszczać, żeby Panowie nie wiedzieli jak się łowi ryby?

Więc w sumie 25 ryb i w tym 2 „dogi” powinno cieszyć, to z drugiej strony wynik mógł być nieco deprymujący?

Niemniej, drugi dzień rywalizacji pozostawił pewien niedosyt, bo niestety zabrakło trochę szczęścia a w przypadku Colwyn Bay- dołowienia jednego lub dwóch „dogów”

Po drugiej turze sztab trenerski decyduje o zastąpieniu Piotra P. Do akcji wkracza Leszek.

Dzień trzeci (środa 24 październik 2018)

Trzeci dzień rywalizacji, to tura w godzinach 16:00-20:00. Razem z Marcinem i Piotrem B udajemy się na Penmaenmawr. Bartek z Leszkiem będą łowić na Colwyn Bay.

Przed wyjazdem na plaże, nikt nie spodziewał się, że dzień ten przyniesie nieoczekiwane rozwiązanie, które wpłynie na wynik sportowy całej drużyny i zniweczy cały trud włożony w przygotowanie i sportową rywalizację.

Po ogłoszeniu wyników okazuje się, że w klasyfikacji drużynowej spadamy na przedostatnie miejsce.        Tuż przed nami także spadają Niemcy, za sprawą wątpliwej – jak się później okazuje- dyskwalifikacji.

Powodem spadku polskiej drużyny, była dyskwalifikacja Bartka, który w efekcie nie punktuje w turze i nie będzie brany pod uwagę w klasyfikacji dnia oraz w klasyfikacji końcowej mistrzostw.

Trzeci dzień rywalizacji, to także lekkie załamanie pogody, które przełożyło się na lekkie opady deszczu, wiatr i zwiększone falowanie morza. Marcin otwierający sektor na Penmaenmawr robi świetny wynik sektorowy - 4 miejsce w sektorze, 20 miejsce w generalce, łapiąc 13 ryb w tym pięć „dogów”.

Ja z kolei męczę się straszliwie. Przez ponad półtorej godziny mam tylko jednego niemiarowego witlinka. „Wychodzę” z siebie- co widzi Steve- i zostawia mnie samego ze sobą. Widzi, że nic nie można zrobić więcej, tylko uporczywie kontynuować to, co robiłem dotychczas. Mówi ze spokojem, żebym się nie denerwował, bo i tak złowię to co mam złowić, byleby zachować spokój. Jak się okazuje Steve miał rację.

W drugiej godzinie doławiam wymiarowego witlinka- i 3 „dogi” z jednego rzutu w dosyć „szczęśliwych okolicznościach”. Sędziowie zaliczają mi dwa i następnie do końca tury doławiam 13 witlinków. W sumie 16 ryb, co dało mi dopiero 15 miejsce sektorowe. Znowu wyglądam nie najgorzej w kontekście ilości ryb złowionych sektorze, ale znowu zabrakło jednego lub dwa „dogi” więcej?

Dzień czwarty (czwartek 25 październik 2018)

Czwarta turę zaplanowano w godzinach 16.45- 20.45. Bartek jedzie ze Stevem na Colwyn Bay. Pozostała trójka na North Shore.

Mimo wczorajszej decyzji organizatorów przed ostatnią turą- wbrew wszystkiemu- jesteśmy dodatkowo zmotywowani. Chcemy zrobić wszystko, żeby podnieść się i zrobić jak najlepszy wynik.

Dzięki zaangażowaniu i dobrej postawie zespołu udaje się w ostatnim dniu awansować o jedno „oczko” wyżej.

Wyniki indywidualne przedstawiają się następująco. Bartek w towarzystwie Steva na Colwyn Bay łowi 30 ryb i zajmuje 9 miejsce sektorowe oraz 41 indywidualne. Mnie udaje się złowić na North Shore 8 ryb- w tym jednego dorsza, jednego „doga” oraz sześć witlinków co daje jedenastą pozycję w sektorze i 53 miejsce w klasyfikacji generalnej dnia. Piotr B łowiąc 16 ryb zajął 16 miejsce sektorowe i 77 indywidualne. Leszek z Marcinem zajęli 17 miejsce sektorowe łowiąc kolejno 3 i 6 witlinków i zajmując 88 i 87 miejsca sektorowe.

Ceremonia zamknięcia mistrzostw świata

W sobotę spotykamy się na oficjalnej ceremonii zamknięcia mistrzostw.

W rywalizacji zespołowej mężczyzn, wygrywają Portugalczycy przed Anglikami i Hiszpanami. Walijczycy nie kryją rozgoryczenia, bowiem na swoim terenie, bardzo liczyli na sukces. Polski zespół ostatecznie kończy rywalizację na 16 miejscu, wśród 18 startujących ekip.

Indywidualnie wśród mężczyzn wygrywa Holender Rudd van Noord, przed Irlandczykiem                                          i Portugalczykiem.

W rywalizacji kobiet zwyciężają Francuzki, przed RPA i Angielkami. Indywidualnie wśród kobiet wygrywa bezapelacyjnie Kabous Louw z RPA, przed dwiema Francuzkami.

Dokładne wyniki tutaj: https://www.fips-m.org/classements-fr/25-championship/218-2018-wch-shore-seniors-and-ladies-wales

Jak zwykle na tego typu imprezach jest miła przyjacielska atmosfera - jak inna w porównaniu z czterema dniami rywalizacji - o której za chwilę.

A teraz trochę o „duchu” rywalizacji fair play.

Poruszam tą kwestię, bo z przykrością stwierdzam, że ilość fauli i nieczystych zagrań ze strony zawodników była zaskakująco wysoka.

Oczywiście możemy podać przykłady wielu zachowań fair-play, ale nie powinno nas to dziwić, bo to powinna być norma.

Martwi natomiast zachowanie zawodników innych ekip, którzy niejednokrotnie w sposób zaskakujący „naginali” przepisy. Przerzucali w sposób kontrolowany zestawy. Podciągali zestawy wbrew przepisom. Zgłaszali nieuzasadnione protesty. Wchodzili do wody powyżej kolan, aby mieć większy zasięg rzutu.            W czasie dyskusji przedstawiali wyimaginowaną wersję wydarzeń. Dodajmy do tego jeszcze brak pełnej kontroli organizatorów nad osobami, które wbrew wcześniejszym ustaleniom i przepisom wchodziły bezpardonowo na nie swoje sektory.

Pozostaje mieć twarde nerwy i kogoś z ekipy trenerskiej za swoim plecami. Znajomość języka angielskiego jest tutaj niezbędna, bowiem szansa na pozytywne rozwiązanie problemu jest w tym wypadku większa.

Podsumowanie i wnioski. Czy jak kto woli: analiza

Teraz czas na analizę, żeby odpowiedzieć na pytanie, które zadałem na początku. Czy zrobiliśmy jakiś postęp porównaniu z Irlandią?                                                                                                                                            

Oczywiście nie robię tego, aby kogokolwiek czy też cokolwiek „wybielić” (nie taka moja intencja), ale żeby w bardziej matematyczny sposób „przełożyć” wynik sportowy na „rzeczywistość wędkarską”.

Niby szesnaste miejsce w klasyfikacji takie samo jak przed dwoma laty w Irlandii…. ale. No właśnie, spójrzmy na wyniki sektorowe poszczególnych zawodników i porównajmy z Irlandią.

Przeprowadźmy czysto matematyczną analizę, sumując punkty sektorowe wszystkich sklasyfikowanych zawodników w Irlandii i Walii, wliczając w to oficjalny trening przed zawodami.

Irlandia- 262 vs. Walia-268 – różnica minimalna na korzyść Walii.

Spójrzmy więc na sumaryczną liczbę punktów zespołu. Irlandia – 61 (18+15+15+13) vs Walia: 61 (11+16+18+16). Remis. Wliczając oficjalny trening Irlandia-17, Walia- 14 miejsce – różnica na korzyść Walii.

A teraz miejsca Polaków klasyfikacji generalnej po wszystkich 4 turach. Irlandia: 37, 65 i 72. Walia: 57, 59, 70. Na niekorzyść Walii (174 do 186).

I na koniec porównanie miejsc Polaków w pierwszej dziesiątce w turach. Irlandia: 5,6,7,8. Walia: 4,6,7,7,8,9. Zdecydowanie na korzyść Walii. Porównując dodatkowo miejsca Polaków na treningu w Irlandii i Walii- Walia wypada zdecydowanie lepiej.

Polski zespół złowił w sumie 221 ryb. Dla porównania, zwycięzcy Portugalczycy złowili 313 ryb. Anglicy 395 zaś Hiszpanie 323. Nikt z naszego zespołu nie złowił ryby wyżej punktowanej niż „dog” 70 punktów. Siedem z osiemnastu zespołów złowiło wyżej punktowane ryby. Dla porównania w Irlandii Polski zespół złowił: 141 ryb.

Mając świadomość w kontekście losowania plaż i różnic między nimi, rozkład złowionych ryb w polskim zespole przedstawia się następująco: Andrzej- 71, Piotr B-62, Bartek-47, Marcin-29, Leszek-8, Piotr P-4.

Ostateczne miejsce Polaków: Andrzej-57, Marcin-59, Piotr B-70. Reszta nie sklasyfikowana.

Indywidualnie- w niektórych turach - byliśmy już w stanie nawiązać walkę najlepszymi, o czym świadczą pojedyncze miejsca w pierwszej dziesiątce w sektorze, które moim zdaniem należy uznać za duży sukces. No może nie od razu duży, ale znaczny? Co to znaczy? A znaczy to, że odpowiednie opracowanie taktyki, przygotowanie plus umiejętności poszczególnych zawodników oraz trochę więcej szczęścia może się przełożyć na coraz lepsze wyniki.

Wybiegając myślami w nieodległą przyszłość, potrzebna jest nadal ciągła praca nad wędkarskim warsztatem tak, aby cały zespół był w pełni powtarzalny, wszechstronny i wyrównany.

W kontekście specyfiki walijskich plaż okazało się, że bez wystarczającej odległości rzutów ok. 150 metrów (z zestawami)– na co składa się technika plus odpowiedni sprzęt- nie można było marzyć o walce z najlepszymi ekipami. Na tym polu jest jeszcze sporo do zrobienia, ale wydaje się, że idziemy w jak najlepszym kierunku.

Aby w sporcie wędkarskim być powtarzalnym należy jak najwięcej łowić. W tym wypadku nie tylko                  w Polsce ale za granicą, bowiem większość liczących się imprez na świecie, odbywa się w zupełnie innych warunkach, niż te polskie. Odbywają się na pływach. Ich znajomość, a także znajomość różnych łowisk może tylko dać podstawę, do dalszego rozwoju.

Wyniki osiągnięte w Walii- zwłaszcza te sektorowe- napawają optymizmem, ale dobrze wiemy, że nie były by możliwe bez wkładu każdego z nas (finansowego) – wliczając w to zagraniczne wyjazdy, zakup sprzętu, akcesoriów itp.

Pozostaje być oczywiście wdzięcznym władzom PZW, że w dalszym ciągu widzą możliwość rozwoju naszej dyscypliny w Polsce i zaaprobowały budżet na mistrzostwa świata w Walii. Wiem, że budżet został spożytkowany w jak najlepszym stopniu, bowiem udało się zabrać w sumie 11 osób.

Każda z nich odegrała znaczącą rolę. A co najważniejsze – nawet Ci nie łowiący – mogli się wiele nauczyć, podpatrzeć i mam nadzieję, będą w stanie tę praktyczną wiedzę przekazywać dalej.

Patrząc w przyszłość, obawiam się jednak, że wyjazd kadry sportowej na imprezę tej rangi w cyklu co dwa lata, to może być po prostu za mało w kontekście dalszej nauki, rozwoju i podpatrywania tych najlepszych na świecie. Zdaję sobie sprawę z ograniczeń budżetowych, jednak rok przerwy w imprezie tej rangi to – pod względem sportowym- spora przepaść i kolejny dystans do odrobienia. Każdy kto był kiedykolwiek na zawodach mistrzowskiej rangi, wie jaki wielki bagaż doświadczeń przywozi się z każdej takiej imprezy i jak wiele można się nauczyć.  

W odróżnieniu od innych dyscyplin sportu wędkarskiego w Polsce (tych powiedzmy....bardziej masowych) w przypadku naszej dyscypliny, trudniej jest zdobyć strategicznego Sponsora. Stąd możliwość zdobycia finansowania na wyjazdy zagraniczne jest zdecydowania ograniczona.                                                                         Cieszy natomiast dalszy rozwój wędkarstwa plażowego w Polsce o czym świadczy coraz większa liczba wędkarzy na plażach oraz na zawodach rangi GPx.

Na koniec trzeba pamiętać o tym, że surfcasting za granicą cieszy się ogromnym powodzeniem i popularnością. Ma o wiele dłuższą tradycję niż w Polsce. W niektórych krajach traktowany niemalże jak sport kwalifikowany. Nie dość powiedzieć, że relacja z mistrzostw ukazała się w najbardziej medialnym brytyjskim kanale sportowym BBS sport news, na równi z takimi relacjami jak tenis czy piłka nożna.

Na koniec należy dodać, że FIPS-M organizuje zawody w wędkarstwie plażowym nie tylko u seniorów, ale także w kategorii junior U16 i U21, łowieniu parami, zawody klubowe oraz masters (powyżej 55 lat). Wszystkie zawody w randze mistrzostw świata. To świadczy także o bardzo dużej randze tej dyscypliny wędkarstwa na świecie.

Bałtyk czyli reszta świata – o tym jak nie popaść w „blaskomiotność”

Dla kolegów po kiju - zwłaszcza tych, którzy planują w niedalekiej przyszłości bardziej zaangażować się        w rozwój naszego sportu w Polsce i być może na świecie - kilka słów komentarza.

Rywalizacji na zagranicznych plażach, nie da się do końca porównać jedną miarą, z rywalizacją na bałtyckich plażach. Jeżeli ktoś myśli, że jest to proste i można to zrobić „ot tak sobie”, przestawić się bezboleśnie, jest w wielkim błędzie.

Zdolność łowienia na pływach, umiejętność czytania wody, przy jednoczesnej umiejętności przemieszczania się z całym stanowiskiem, plus pełna logistyka, stanowi wyzwanie nie lada.

Nie mówiąc o przygotowaniu kondycyjnym, do tak wielkiego wysiłku. Nie byłbym do końca szczery, gdybym nie powiedział, że mistrzostwa nie dały mi w „kość”. Tak jak i moim kolegom.                                            

Oprócz tego, że na plaży trzeba mieć super kondycję i co ważne, trzeba być niesamowicie szybkim. Tu nie ma leżaczka i „dwururki” wbitej w piasek. Tu jest przerzucanie zestawu co 8-10 min max. Co najmniej 4-5 zestawów w ciągłej gotowości, 3-4 wiadra z wodą, stojak, wózek, stojak z wędkami zapasowymi, skrzynia ze sprzętem, a wszystko w odległości 20 metrów od wędkarza z lewej i 20 metrów od zawodnika z prawej strony. Dodając do tego wiatr, wysoką na 2 metry falę, przelewającą się po boku wodę, często zagradzającą drogę do odwrotu do tyłu oraz deszcz….. mamy piękny „komplecik”.

Oczywiście my surfcastingowcy, to twarda nacja i pogoda nam niestraszna, ale dodając kilka „fikuśnych” czynności, typowych dla plaż z pływami, robi się naprawdę ciekawie. Wszak trzeba też znaleźć czas na przygotowanie zestawów, wrzucenie ich do wody. Wyholowanie ryby oraz kolejny zarzut. W sumie wydaje się to proste, ale jak dochodzi do skoordynowania wszystkiego w tej samej jednostce czasu, to się nagle okazuje, że zaczyna brakować gruntu pod nogami. W przenośni i dosłownie.

Nie wspominam także o konieczności posiadania całego zaplecza sprzętowego. W całej gamie kształtów, grubości oraz kolorów. Rozpoczynając na wędkach, kończąc na ciężarkach i haczykach, o żyłkach nie mówiąc. Do każdej tury, trzeba mieć przygotowanych co najmniej 30-40 zestawów, z których większość po łowieniu, nadaje się po prostu do wyrzucenia. Część ekip stosowała zasadę, że jeden zestaw lądował tylko raz w wodzie…..potem był po prostu…wyrzucany. Po jednym dniu, należałoby całkowicie zmienić żyłki w kołowrotkach. Takie w sumie drobiazgi, ale jakże „bolesne”.

Tak więc rywalizacji na najwyższym poziomie towarzyszy wielki wysiłek, zarówno fizyczny jak i finansowy.

Na koniec warto wspomnieć, że znajomość języka w minimalnym chociaż stopniu jest niezbędna i dodatkowo pozwala nawiązać kontakty z wędkarzami z innych krajów. Co wydaje się jest bardzo owocne przy wymianie spostrzeżeń, doświadczeń czy też w czasie tzw. rozmów „kuluarowych”.

Słów kilka o sprzęcie, zestawach i innych bajerach

W świetle zmiennych warunków pogodowych okazuje się, że cześć wędek tzw. kontynentalnych (z ang. continental rods), z których my Polacy najczęściej korzystamy, po prostu się nie do końca broni.

Sprawdzają się na ładną pogodę, mniejsze falowanie i jedną rybkę lub dwie mniejsze ryby na haku. Czterogodzinna „orka” w przypadku zmiennych warunków pogodowych wymaga czegoś naprawdę solidnego - co odciąży nasze mięśnie i opuchnięte kości rąk, głównie dłoni.

Osobiście w początkowej fazie mistrzostw łowiłem topowymi, trzyskładowymi, nowymi kijami firmy Grauvell – Vertix Eclipse - długość 4.15 m o ciężarze wyrzutowym 100-200g i masie samego kija 420g. Do tego kołowrotki Shimano Ultegra 14.000 XSD o masie poniżej 600 g z uwagi na użycie szpul teflonowych.

Wydawać by się mogło, że tak lekki zestaw będzie tylko sprzymierzeńcem. Do pewnego czasu tak. Ale po pewnym czasie, zapragniesz czegoś naprawdę mocniejszego, zwłaszcza kiedy pogoda się popsuje, zwiększy falowanie, a na dnie będą same kamienie.

Z tych mocniejszych wędek, nie było przesadą użycie dwuskładowych, typowo angielskich wędzisk. Do dyspozycji miałem Century Eliminator T800-SGT oraz Maver M4 Darkside. Postawiłem na sztywniejszą Century i nie zawiodłem się. Długość wędki 4.1m z zalecanym ciężarem wyrzutu 100-175g sprawdziła się naprawdę bez zarzutu.

Stosowanie żyłki- to w zależności od typu plaży i pogody w zakresie 0.20-0.35mm. Zarówno żyłki koniczne jak i nie.

Najpopularniejsze zestawy to – najprościej będzie użyć nazw angielskich - 2 or 3 hook flappers, 2 up 1 down, 2 or 3 hook clipped oraz portmouth rig jak również loop rig. Troki boczne z reguły o grubości 18lb-25lb, Rig body: 30-50lb, haczyki Kamasan w rozmiarze 4-6-2.

Ciężarki w gramaturach od 120-190g. Z kolcami lub bez. Głównie torpedy lub piramidy.

Skład osobowy

Skład osobowy kadry:

Kadra trenerska

Jerzy Bajer - I trener

Steven Mason -II trener

Łowiący:

Piotr Badełek – kapitan, zawodnik

Bartek Hempel – zawodnik

Andrzej Jaworek- zawodnik

Marcin Kulczyk- zawodnik

Piotr Pietrzyk - zawodnik

Leszek Sobota- zawodnik rezerwowy

Sztab nie łowiący:

Stanisław Szymański

Przemysław Klarecki

Przemysław Zalisz

Podziękowania

Z pozycji zawodnika Kadry, chciałbym złożyć podziękowania całej naszej ekipie, która uczestniczyła MŚ w Walii, ale nie mogę skończyć tylko na podziękowaniach ogólnych, więc pozwolę sobie na więcej.

Zanim przejdę to osobistych podziękowań, chciałbym podziękować:

  • Zarządowi Głównemu PZW - że w dalszym ciągu wspiera polski surfcasting i umożliwił wyjazd naszej Kadry na kolejne MŚ. Mam nadzieję, że wszyscy będą patrzeć trzeźwym okiem i pozwolą na dalszy rozwój tej dyscypliny i udział w przyszłych imprezach na arenie międzynarodowej;
  • Panu Tadeuszowi Chądzyńskiemu – PZW za okazaną pomoc, życzliwość i pełny profesjonalizm;
  • Okręgom PZW- słupskiemu, gdańskiemu, elbląskiemu oraz poznańskiemu za wsparcie finansowe zawodników;
  • Willa Pomorzanka – Państwu Turskim, którzy od lat wspierają kadrę plażową;
  • Ośrodek Wypoczynkowy Górnik 2 – Piotr Ebel http://www.gornik2.darlowo.pl/

Jerzy Bajer - Jerzy! dziękuję za spokój, oddanie, pomoc, wszystkie ciepłe słowa i codzienne wyważenie emocji oraz scalanie naszego zespołu. Za codzienne przemyślenia, wyciągnięte wnioski i pomocne sugestie;

Steven Mason- Steve! - dziękuję za wszystko, co zrobiłeś dla naszego zespołu przez 2 tygodnie MS. Nie zapomnimy tego nigdy. Dziękuję za wszystkie dni spędzone ze mną w sektorach, na plażach w czasie zawodów oraz przed. Dziękuję za wszystkie wskazówki, podtrzymywanie na duchu, naciskanie do większego wysiłku, wspaniałą atmosferę i codzienne wieczorne piwko. Dziękuję za pomoc w „kręceniu” zestawów. Steve jesteś WIELKI!!!

Piotr Badełek - Piotr!- dziękuję za nieocenioną pomoc w organizacji. Bez Twojego zaangażowania i poświęcenia nie było by szansy na sprawną organizację i wyjazd. Dziękuję za wszelkie słowa krytyki, wsparcia a także za „fantazyjną” jazdę samochodem, która poskutkowała sentencją Steva: „Peter please go slowly”, której nie zapomnimy nigdy!

Bartek Hempel- Bartek!- dziękuję że podniosłeś na swoich barach ogromy ciężar i dałeś radę! Dałeś czadu i pokazałeś, że stać Cię na więcej. Tak trzymaj!

Przemek Klarecki – Przemek!- dziękuje za ciągłe poczucie humoru, za wszystkie zdjęcia, reportaże opisy oraz dziesiątki kilometrów „przechodzone” na trudnych, niejednokrotnie kamienistych plażach, gdzie nogi niejednokrotnie odmawiały posłuszeństwa. Za słowa otuchy w radiotelefonie oraz „wyczarowanie” ryb w najbardziej newralgicznym czasie;

Marcin Kulczyk- Marcin!-dziękuję za pozytywną energię, nie odpuszczanie do ostatniej chwili, ciągłe poczucie humoru oraz ciągłą opiekę nad stroną Kadry na FB. Przepraszam, że nie zrobiłem Ci tego jednego, jedynego zestawu!! Teraz jest gotowy-????

Piotr Pietrzyk – Piotr!- dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i doceniam Twoją wielkość w kwestii podniesienia ciężaru zejścia ze sceny w przypadku, gdy nie idzie tak jak się spodziewamy. Sam doświadczyłem tego na własnej skórze w Irlandii i wiem jakie to ciężkie;

Leszek Sobota – Lesiu! Puszku-okruszku – dziękuję, że masz zawsze odpowiedni dystans. Dziękuję za wkład w kuchni, pyszne smażone rybki oraz fantastyczną zupę rybną;

Stanisław Szymański – Stasiu! Dziękuję za merytoryczną pomoc sprzętową i współpracę z Bartkiem. Za pomoc i zaangażowanie oraz dzielenie się własnymi spostrzeżeniami!

Przemysław Zalisz – Przemku! „Last but not least”. Dziękuję ze jesteś pozytywnym duchem zespołu. Twoja pomoc była nieoceniona. Zarówno na plaży w czasie treningów jak i w kuchni. Dbałeś o to, abyśmy nie chodzili głodni i w pełni sił przystępowali do każdej tury zawodów! Podziękuj koniecznie Siostrze za pyszne ciasto, które zrobiło furorę!

Wszystkim naszym kolegom i kibicom -

dziękuję za to że trzymali za nas do końca kciuki. Za wszystkie słowa otuchy w najcięższych chwilach oraz za słowa wsparcia w trakcie i po zawodach. To wielkie, ze bez względu na wynik jesteśmy jedną wielką rodziną, która się wspiera.

Na koniec dziękuję osobiście dziękuję Rafałowi Udzieli za cenne wskazówki w kontekście opracowania materiału.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. ©


Komentarze  

 
+1 #2 Ooo!piform 2019-01-08 14:15
Ooo! Obszernie, obrazowo i obrazoburczo zarazem...ostat nie z tej przyczyny, że wciąż mam wrażenie, iż spora część z nas, wedkujących z plaży, mentalnie tkwi jeszcze w realiach pikniku plażowego oraz czekania na płaską, co to przecież sama się uwiesi, jeżeli tylko gdzieś tam przed nami pływa i wielu się wydaje, że surfcasting wyczynowy to taka prosta sprawa i oczywiste przełożenie umiejętności i "bałtyckiego doświadczenia" na każdy inny akwen i plażę. Cieszy jednak, co sam obserwuję i czego doświadczam, że powoli zmieniamy nastawienie i przyzwyczajenia i się rozwijamy. Z uznaniem dla wysiłku i starania się wszystkich członków Kadry - thx za reprezentowanie nas i wyniki na miarę możliwości, determinacji i doświadczenia.
 
 
+2 #1 Wielkie DziękiKropek 2019-01-08 08:45
Andrzeju wielkie dzięki za tak rzetelny i profesjonalny tekst. :)
 

Nie posiadasz uprawnień do dodawania komentarzy.

Newsletter


Warning: Creating default object from empty value in /home/kropek/ftp/surfcasting25/administrator/components/com_jnews/classes/class.module.php on line 1177
Zapisz się ....

Wiadomości prywatne

Nie jesteś zalogowany.

Dzisiaj:30
Miesiąc:3936
Od początku:363863

Statystyki

Odwiedza nas 56 gości oraz 0 użytkowników.

Ostatnie komentarze

Live Chat

Włącz/wyłącz Dźwięk Emotikony Historia Małe info Kide Chat

Powered by Kide Shoutbox

15:30-- Kropek: Zejście 45
3:40-- leso: Tomciu ,noc minęła spoko . A Kropek powinien pomyśleć nad kubkami termicznymi, bo dłużej trzyma ciepłą kawę ! A i otwarty do zimnych napojów to podstawa wyposażenia surfcastingowca, zwłaszcza na zawodach .... ;)
3:41-- leso: Już się nie mogę doczekać kiedy te wasze mordeczki znowu zobaczę :)
8:32-- wilkijakies: :)
19:52-- WladekPL: «link» - podsumowanie Zawodów Rzutowych Karwia 2016 Tam też jest tabela z wynikami...
8:51-- Kropek: Z kuluarów dochodzą mnie słuchy że już jest 50 osób zgłoszonych do startu w 1 KLS 2016 - czyżby szykował się nowy rekord :)
13:54-- Marcin: 51 osób w tym jedna Jadźka ;)
12:00-- Kropek: :)
16:39-- Hanys: Kto widział Kwietniowe WW ??
8:31-- badpi: Widziałem. Kilka znajomych mordek się w nim pojawiło.
6:44-- Marcin: Same wredne mordy :P
2:24-- leso: Wiadomość z pierwszej ręki . Na 1 KLS jest już 99 chętnych !!! O.O KLS to POTĘGA !!!
12:43-- Hanys: Organizator ma KŁOPOT :D trzeba 5 km piaskownicy zarezerwować .
6:24-- janusz: witam
2:46-- Kropek: International Grauvell Cup przyjmuje jeszcze zgloszenia do Piatku, 13.05.16 godz. 13:00 - kto zapomniał ma jeszcze szansę :)
23:55-- wilkijakies: Dzień dobry LeSo...8)
0:13-- wilkijakies: Arek, wszystkiego dobrego z okazji DNIA LEŚNIKA..... :) taczki aktualne..?:P
17:32-- krzysiekslask: czołem , mam pytanko wybieram sie nad morze do ustronia morskiego jest mozliwosc łowinia z brzegu morza i gdzie sie robi opłaty i starac sie o jakies pozwolenie
11:43-- Trebron: Warto było zrobic pentelke 250km na Piaski
13:10-- krzysztof_pl: Witam. Niebawem KLS w Kołobrzegu, zachęcam do zapisów. Prowadzimy negocjacje z rybami, by brały jak rok temu ;)
2:03-- leso: Krzychu życzę owocnych negocjacji !!!
6:28-- krzysztof_pl: Zapisanych 66 zawodników na zawody KLS w Kołobrzegu. Do zobaczenia i powodzenia na zawodach!
16:55-- krzysztof_pl: Dopisałem ostatnich zawodników, obecnie 69.
16:40-- kusy85: Witam
16:41-- kusy85: chcialbym zapytac czy ktos probowal polowow surfcastingowych z plaz trojmiejskich?
20:50-- rybakjacek: witam.niebawem 12 listopada Ostatki Surfcastingowe zachęcam do zapisów info na wlwdek.pl
20:28-- Mich1111: Witam
20:29-- Mich1111: Witam chciałem dowiedzieć sie czy ktoś łowił w Milnie lub Łazach
21:44-- Mich1111: Witam czy może ktoś polecić jakieś klub surf w Koszalinie lub w okolicy z góry dziękuje:)
19:20-- Kropek: Osobiście to mogę polecić klub Tubis ale my mamy kawałek do Koszalina :)
9:54-- Hanys: Kropek co to za odległość do Koszalina !!?? przecież macie reprezentacje na Śląsku .
10:16-- WladekPL: RZUTÓWKA 2017 - już 5 MARCA - serdecznie zapraszamy do spotkania się w miłym gronie, pogadania, zjedzenia czegoś smacznego i sprawdzenia swojego sprzętu...
21:07-- Grzechu: Mich1111, Zdarza nam się jeździć do Mielna czy też Łazy. Bardziej jednak wybieramy swoje łowiska w okolicach Kołobrzegu. Mamy także znajomych zapaleńcó którzy w MIelnie czy łazach bywają niemal codziennie :) Jeżeli jesteś zainteresowany jakimiś szczegółami i masz pytania możesz pisać na priv czy też na Facebooku Piscari Team albo bezpośrednio do mnie Grzegorz Wiatrowski. Pozdrawiam ;)
19:13-- studnicki196: Witam, wybieram sie w tym roku na urlop do rewala i czcialbym tam troche powedkowac z brzegu i prosil bym o jakies wskazowki bo pierwszy raz bede wedkowal nad morzem. Czy w okolicy sa jakies miejsca na ktorych mozna ocs zlapac?
23:11-- wilkijakies: Cycu, jesteś>>>?
23:11-- wilkijakies: Na pochybel.....

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą wysyłać wiadomości, zerejestruj or zaloguj

Facebook

wspolpraca

propozycje

reklama

kontakt

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach statystycznych. Korzystając z tej strony bez zmiany ustawien przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia. Aby dowiedziec sie więcej, w tym jak zarzadzac plikami cookies - kliknij.

Akceptujesz pliki cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information